Od Autorki : Jest kilka spraw, które poruszę na końcu notki.
Co do rozdziału... Początek mi się podobał, ale nie jestem najlepsza w pisaniu takich scen. Jednak było mi to niezbędne, żeby zacząć tak... Inaczej.
Reszta rozdziału jest nie przemyślana i do dupy, więc naprawdę nie zdziwię się, gdy przestaniecie to czytać.
Spieprzyłam. Po całej linii.
1. W opowiadaniu oprócz One Direction pojawi się Justin Bieber, który również nie będzie sławny + zdradzę, ze właściwie będzie to jedynie jego dusza.
2. Tłumaczenia nazw rozdziałów znajdują się w Spisie Treści (<--KLIKNIJ!)
3. Jeśli chcecie być powiadamiani o nowych rozdziałach, zapisujcie się w zakładce Informowani (<--KLIKNIJ!)
4. NAPRAWDĘ, Z CAŁEGO SERCA WAS PROSZĘ, KOMENTUJCIE ! TO MOTYWUJE !
Co do rozdziału... Początek mi się podobał, ale nie jestem najlepsza w pisaniu takich scen. Jednak było mi to niezbędne, żeby zacząć tak... Inaczej.
Reszta rozdziału jest nie przemyślana i do dupy, więc naprawdę nie zdziwię się, gdy przestaniecie to czytać.
Spieprzyłam. Po całej linii.
1. W opowiadaniu oprócz One Direction pojawi się Justin Bieber, który również nie będzie sławny + zdradzę, ze właściwie będzie to jedynie jego dusza.
2. Tłumaczenia nazw rozdziałów znajdują się w Spisie Treści (<--KLIKNIJ!)
3. Jeśli chcecie być powiadamiani o nowych rozdziałach, zapisujcie się w zakładce Informowani (<--KLIKNIJ!)
4. NAPRAWDĘ, Z CAŁEGO SERCA WAS PROSZĘ, KOMENTUJCIE ! TO MOTYWUJE !
Niall
Wieczorem, jak każdego dnia, grałem w jednym z pubów na Manhattanie. Znajdował się on niedaleko mojego domu i naprawdę lubiłem to miejsce. Atmosfera tutaj była wspaniała, a ja traktowałem to bardziej jak hobby, niż pracę.
Było tutaj zawsze spokojnie i dość cicho, a gdy byłem na scenie, ludzie słuchali z uwagą.
W całej historii pubu doszło ponoć do tylko jednej sprzeczki, ale jeszcze wtedy tu nie pracowałem.
Było tutaj zawsze spokojnie i dość cicho, a gdy byłem na scenie, ludzie słuchali z uwagą.
W całej historii pubu doszło ponoć do tylko jednej sprzeczki, ale jeszcze wtedy tu nie pracowałem.
Szczerze uwielbiałem to miejsce. Czułem się, jakbym był w drugim domu.
Skończyłem właśnie piosenkę Ed'a Sheeran'a, The A Team. Ludzie powoli zaczęli opuszczać pomieszczenie, a ja obserwowałem ich spokojnie ze swojego miejsca na scenie, gitarę nadal trzymając na swoim udzie.
Skończyłem właśnie piosenkę Ed'a Sheeran'a, The A Team. Ludzie powoli zaczęli opuszczać pomieszczenie, a ja obserwowałem ich spokojnie ze swojego miejsca na scenie, gitarę nadal trzymając na swoim udzie.
Było już koło drugiej nad ranem, więc czas zamknięcia lekko się opóźnił, jednak nie przeszkadzało mi to, mimo lekkiej chęci utonięcia w moim miękkim łóżku i puszystej pościeli.
-Hej, Niall.- Głos uśmiechniętej Caitlin przywrócił mnie z zakamarków mojego umysłu z powrotem na ziemię.
-Hej, Caity.- Również się uśmiechnąłem, patrząc na lśniące loki szatynki. Jej brązowe oczy wlepione były w moją postać, przez co poczułem się lekko niezręcznie.
-Zamkniesz? Lily ma gorączkę, dzwonił do mnie Josh... - Jej twarz nagle przybrała zmartwiony wyraz.
Lilly była jej półtoraroczną córeczką, która praktycznie w każdym szczególe podobna była do mamy. Josh za to był młodszym bratem Caitlin, choć już pełnoletnim, i zawsze zajmował się małą, gdy szatynka musiała pracować.
-Jasne, leć do niej. - Westchnąłem z uśmiechem.
-Dziękuję, Niall. Jesteś wielki ! - Caity złapała mnie za ramiona i ucałowała oba moje policzki, następnie wręczając mi kluczyki. Byłem przyzwyczajony do takich jej zachować, więc tylko się zaśmiałem, gdy dziewczyna wybiegała z pubu.
Spojrzałem na gitarę akustyczną w moich dłoniach i poprawiając się na miejscu, zacząłem cicho grać różne melodie, głównie po to, by je sobie przypomnieć.
W tamtym momencie nie byłem pewien, czy chciałem wracać do domu. Uwielbiałem samotność, której doznać mogłem także tam, jednak tutaj akustyka była dużo lepsza.
Zastanawiało mnie, dlaczego większość ludzi potrzebuje bliskości drugiej osoby. Nigdy nie doznałem tego uczucia i dużo bardziej komfortowo czułem się, gdy wszyscy byli daleko ode mnie.
-Hej, Niall.- Głos uśmiechniętej Caitlin przywrócił mnie z zakamarków mojego umysłu z powrotem na ziemię.
-Hej, Caity.- Również się uśmiechnąłem, patrząc na lśniące loki szatynki. Jej brązowe oczy wlepione były w moją postać, przez co poczułem się lekko niezręcznie.
-Zamkniesz? Lily ma gorączkę, dzwonił do mnie Josh... - Jej twarz nagle przybrała zmartwiony wyraz.
Lilly była jej półtoraroczną córeczką, która praktycznie w każdym szczególe podobna była do mamy. Josh za to był młodszym bratem Caitlin, choć już pełnoletnim, i zawsze zajmował się małą, gdy szatynka musiała pracować.
-Jasne, leć do niej. - Westchnąłem z uśmiechem.
-Dziękuję, Niall. Jesteś wielki ! - Caity złapała mnie za ramiona i ucałowała oba moje policzki, następnie wręczając mi kluczyki. Byłem przyzwyczajony do takich jej zachować, więc tylko się zaśmiałem, gdy dziewczyna wybiegała z pubu.
Spojrzałem na gitarę akustyczną w moich dłoniach i poprawiając się na miejscu, zacząłem cicho grać różne melodie, głównie po to, by je sobie przypomnieć.
W tamtym momencie nie byłem pewien, czy chciałem wracać do domu. Uwielbiałem samotność, której doznać mogłem także tam, jednak tutaj akustyka była dużo lepsza.
Zastanawiało mnie, dlaczego większość ludzi potrzebuje bliskości drugiej osoby. Nigdy nie doznałem tego uczucia i dużo bardziej komfortowo czułem się, gdy wszyscy byli daleko ode mnie.
Taki styl życia mi odpowiadał, lubiłem go.
Z zamyślenia wyrwało mnie dochodzące z oddali stuknięcie. Podniosłem głowę, rozglądając się po pomieszczeniu, które w większości skąpane było w cieniu, gdyby nie scena i barek z alkoholami.
Rozglądałem się dookoła, czując, jakby powietrze stało się cięższe i bardziej przytłaczające. Nie zauważyłem nic nadzwyczajnego, więc ponownie pochyliłem się nad gitarą, sunąc palcami po strunach i delikatnie je szarpiąc.
Nie opuszczało mnie jednak wrażenie, że ktoś tu jest, a ja jestem obserwowany. Jak ofiara.
Moje serce zaczęło bić szaleńczym rytmem, jakby biegło w maratonie, a żołądek ścisnął się, podczas gdy w moim garde pojawiła się ogromna gula. Bałem się.
Przerwałem grę w środku piosenki, a mój oddech był płytki i urywany. Delikatnie odłożyłem instrument do futerału, a następnie dłonią przetarłem zmęczoną twarz.
-Wariujesz, Horan.- Mruknąłem do siebie cicho.
-Wcale nie, Niall. Uciekaj ! - Głos w mojej głowie odezwał się, lecz był tak cholernie głośny i realistyczny, iż miałem wrażenie, że mówi to ktoś stojący obok.
Jednak po mojej prawej stronie znajdowała się... Ledwo widoczna, błękitna chmura, z którą walczyłem od dłuższego czasu.
Zmarszczyłem brwi, próbując wyprzeć obraz przyjaciela z mojej głowy.
-Wal się, Bieber.- Mruknąłem, a chmura zniknęła, na co odetchnąłem z ulgą.
Huk tłuczonego szkła przeszył moje bębenki, sprawiając, że wstrzymałem oddech i natychmiast obróciłem się w stronę baru, gdzie na podłodze kreśliły się odłamki roztrzaskanej szklanki.
Dostrzegłem również postać - choć wyglądała ona raczej jak czarna plama w cieniu, jednak się ruszała - która zmierzała w stronę korytarzu do piwnicy.
-Zamknięte ! - Krzyknąłem, jednak osoba nawet nie drgnęła, dalej idąc przed siebie.
Ruszyłem za nią/nim z prędkością światła.
-Hej, stój ! - Warknąłem poirytowany, gdy intruz zaczął schodzić po schodach w dół. Byłem pewien, że moja twarz jest czerwona ze złości, ale i strachu.
Zbiegłem za nim, lecz w panującym tutaj mroku nie widziałem zupełnie nic. Moje serce waliło jak oszalałe, a oddech był zdecydowanie zbyt płytki.
Wtem napastnik przyparł mnie do ściany, lekko unosząc nad ziemię, swoje palce zaciskając na mojej szyi i skutecznie odcinając dopływ powietrza do moich płuc.
Wierzgałem nogami i rękoma, by jakoś go odepchnąć, lub chociaż uszkodzić.
Próbowałem złapać powietrze, lecz jedyne, co mi się udało, to zakrztuszenie się śliną, co poszło jedynie na moją niekorzyść.
Swoimi małymi dłońmi próbowałem odsunąć jego palce od mojej szyi, jednak bezskutecznie.
Płuca skurczyły się z braku powietrza, zaś krtań powoli, lecz skutecznie była miażdżona. Każda sekunda przybliżała mnie do śmierci, w nieskończonym cierpieniu.
Wszystko wydawało się trwać wiecznie. Przepełnione było bólem i rozpaczliwą potrzebą oddychania, niszcząc mój mózg, który wciąż wysyłał impulsy do ciała, by dostarczyć mu tlenu.
Przestałem się ruszać. Nie miałem siły i byłem pewien, że umieram. Żal rozlał się po moim sercu. Nigdy nie myślałem, że skończę tak... Nie robiąc nic przydatnego w życiu.
-Nie poddawaj się, Niall... Musisz żyć ! - Głos w mojej głowie znów się odezwał. Tak cudownie mi znany... Czułem się bliżej niego. Bliżej Justin'a, którego widziałem w rogu pomieszczenia, choć był głownie chmurą, która tylko miała jego wygląd.
Napastnik nagle puścił mnie, a ja upadłem, łapczywie i z bólem nabierając powietrza do płuc.
Przekręciłem się na plecy, dalej łapiąc tlen, wypełniając nim moje płuca, które z wdzięcznością i bólem go przyjęły.
Mój mózg nie pracował najlepiej, jeśli w ogóle jakoś. Nie potrafiłem logicznie myśleć, skupiając się jedynie na tym, by łapać jak najwięcej powietrza, dopiero teraz zdając sobie sprawę, jak bardzo jest wartościowe dla organizmów.
Czucie dochodziło z oddali, lecz byłem pewien, że osoba, która wcześniej mnie dusiła, teraz gdzieś ciągnie moje zwiotczałe ciało. Modliłbym się do Boga, ale byłem niewierzący.
Powoli oddychałem spokojnie, choć płuca i krtań strasznie mnie bolały.
Nie miałem na nic siły, więc po prostu zamknąłem oczy i zwyczajnie zasnąłem.
Choć może umarłem?
Z zamyślenia wyrwało mnie dochodzące z oddali stuknięcie. Podniosłem głowę, rozglądając się po pomieszczeniu, które w większości skąpane było w cieniu, gdyby nie scena i barek z alkoholami.
Rozglądałem się dookoła, czując, jakby powietrze stało się cięższe i bardziej przytłaczające. Nie zauważyłem nic nadzwyczajnego, więc ponownie pochyliłem się nad gitarą, sunąc palcami po strunach i delikatnie je szarpiąc.
Nie opuszczało mnie jednak wrażenie, że ktoś tu jest, a ja jestem obserwowany. Jak ofiara.
Moje serce zaczęło bić szaleńczym rytmem, jakby biegło w maratonie, a żołądek ścisnął się, podczas gdy w moim garde pojawiła się ogromna gula. Bałem się.
Przerwałem grę w środku piosenki, a mój oddech był płytki i urywany. Delikatnie odłożyłem instrument do futerału, a następnie dłonią przetarłem zmęczoną twarz.
-Wariujesz, Horan.- Mruknąłem do siebie cicho.
-Wcale nie, Niall. Uciekaj ! - Głos w mojej głowie odezwał się, lecz był tak cholernie głośny i realistyczny, iż miałem wrażenie, że mówi to ktoś stojący obok.
Jednak po mojej prawej stronie znajdowała się... Ledwo widoczna, błękitna chmura, z którą walczyłem od dłuższego czasu.
Zmarszczyłem brwi, próbując wyprzeć obraz przyjaciela z mojej głowy.
-Wal się, Bieber.- Mruknąłem, a chmura zniknęła, na co odetchnąłem z ulgą.
Huk tłuczonego szkła przeszył moje bębenki, sprawiając, że wstrzymałem oddech i natychmiast obróciłem się w stronę baru, gdzie na podłodze kreśliły się odłamki roztrzaskanej szklanki.
Dostrzegłem również postać - choć wyglądała ona raczej jak czarna plama w cieniu, jednak się ruszała - która zmierzała w stronę korytarzu do piwnicy.
-Zamknięte ! - Krzyknąłem, jednak osoba nawet nie drgnęła, dalej idąc przed siebie.
Ruszyłem za nią/nim z prędkością światła.
-Hej, stój ! - Warknąłem poirytowany, gdy intruz zaczął schodzić po schodach w dół. Byłem pewien, że moja twarz jest czerwona ze złości, ale i strachu.
Zbiegłem za nim, lecz w panującym tutaj mroku nie widziałem zupełnie nic. Moje serce waliło jak oszalałe, a oddech był zdecydowanie zbyt płytki.
Wtem napastnik przyparł mnie do ściany, lekko unosząc nad ziemię, swoje palce zaciskając na mojej szyi i skutecznie odcinając dopływ powietrza do moich płuc.
Wierzgałem nogami i rękoma, by jakoś go odepchnąć, lub chociaż uszkodzić.
Próbowałem złapać powietrze, lecz jedyne, co mi się udało, to zakrztuszenie się śliną, co poszło jedynie na moją niekorzyść.
Swoimi małymi dłońmi próbowałem odsunąć jego palce od mojej szyi, jednak bezskutecznie.
Płuca skurczyły się z braku powietrza, zaś krtań powoli, lecz skutecznie była miażdżona. Każda sekunda przybliżała mnie do śmierci, w nieskończonym cierpieniu.
Wszystko wydawało się trwać wiecznie. Przepełnione było bólem i rozpaczliwą potrzebą oddychania, niszcząc mój mózg, który wciąż wysyłał impulsy do ciała, by dostarczyć mu tlenu.
Przestałem się ruszać. Nie miałem siły i byłem pewien, że umieram. Żal rozlał się po moim sercu. Nigdy nie myślałem, że skończę tak... Nie robiąc nic przydatnego w życiu.
-Nie poddawaj się, Niall... Musisz żyć ! - Głos w mojej głowie znów się odezwał. Tak cudownie mi znany... Czułem się bliżej niego. Bliżej Justin'a, którego widziałem w rogu pomieszczenia, choć był głownie chmurą, która tylko miała jego wygląd.
Napastnik nagle puścił mnie, a ja upadłem, łapczywie i z bólem nabierając powietrza do płuc.
Przekręciłem się na plecy, dalej łapiąc tlen, wypełniając nim moje płuca, które z wdzięcznością i bólem go przyjęły.
Mój mózg nie pracował najlepiej, jeśli w ogóle jakoś. Nie potrafiłem logicznie myśleć, skupiając się jedynie na tym, by łapać jak najwięcej powietrza, dopiero teraz zdając sobie sprawę, jak bardzo jest wartościowe dla organizmów.
Czucie dochodziło z oddali, lecz byłem pewien, że osoba, która wcześniej mnie dusiła, teraz gdzieś ciągnie moje zwiotczałe ciało. Modliłbym się do Boga, ale byłem niewierzący.
Powoli oddychałem spokojnie, choć płuca i krtań strasznie mnie bolały.
Nie miałem na nic siły, więc po prostu zamknąłem oczy i zwyczajnie zasnąłem.
Choć może umarłem?
Jejku *-* świetnie! nie mów, że jest do dupy nie jest tak zajebiście piszesz tylko szkoda, że rozdział taki krótki x
OdpowiedzUsuńojejku. rozdział jest świetny. cudowny. intrygujący. wogóle to mxnxjdjslsmbdld
OdpowiedzUsuńopłaciło się przeczytać zamiast siedzieć na zadaniem.
~Buba
jxnwywfgywe jaram się :3
OdpowiedzUsuńNie mogę doczekać się następnego. Życzę weny xx
Bdisgsidbeusbsh ale sie działo xd Super! Weź nawet nie mów mi że nie masz talentu! <3 czekam na nn
OdpowiedzUsuńasdfghjkl Cudowny. Zaciekawił mnie. Szkoda, że taki krótki, bo czytam, czytam, a ty nagle BUM koniec ;c No nic, mam nadzieję, że następny będzie dłuższy. Życzę weny :3
OdpowiedzUsuńŚwietny, szkoda, że taki krótki :(
OdpowiedzUsuńWpadniesz do mnie? :>
Bardzo ciekawe i intrygujące ;D Tylko szkoda, że krótkie. Naprawdę musisz bardziej uwierzyć w siebie! Jedyne do czego mam wątpliwości to Justin w tym opowiadaniu, ale może się przyzwyczaję ;) Pisz dalej.
OdpowiedzUsuń